Piasek okazuje się odporny na deszcz. Wczoraj czułem się tam jak na wydmach.grzebo pisze:Też to widziałem w sobotę. Myślałem, że to jest jakiś przemyślny plan, żeby zabić tych, którzy na tę ścieżkę narzekali. Bo w jaki sposób wysypanie piachu i czekanie, aż go zmyją deszcze służy naprawianiu drogi rowerowej, to ja nie wiem.
Kielce - infrastruktura rowerowa
Moderatorzy: Nowak, Autor, sueno, Daniel, Sirek1, MeehoweCK, Masmix
- bender
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 829
- Rejestracja: 25 lipca 2011, o 21:11
- Lokalizacja: Bo to Kielce, Kielce są bracie...
Stowarzyszenie Blokujemy Kieleckie Inwestycje by T. Sayor
-
rzeczownik
- Posty: 357
- Rejestracja: 12 sierpnia 2008, o 19:50
Potwierdzam. Piasek ma się znakomicie i ani myśli wypełniać szczelin między kostkami. Stan na wczoraj.bender pisze: Piasek okazuje się odporny na deszcz. Wczoraj czułem się tam jak na wydmach.
Muszę za to pochwalić MZD za porządne odwodnienie tudzież drenaż ścieżki pod wiaduktem na ul. Popiełuszki. Zero śladów wody.
- bender
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 829
- Rejestracja: 25 lipca 2011, o 21:11
- Lokalizacja: Bo to Kielce, Kielce są bracie...
Znalazłem sposób na pogodzenie miejskiego zamiłowania do kostki i wygody rowerzystów.

Odpowiedź tu:
http://niceghost.u.re.pl/blog/czytaj/29122.html
Wilk syty i owca cała.

Odpowiedź tu:
http://niceghost.u.re.pl/blog/czytaj/29122.html
Wilk syty i owca cała.
Stowarzyszenie Blokujemy Kieleckie Inwestycje by T. Sayor
-
grzebo
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1434
- Rejestracja: 12 stycznia 2009, o 14:20
- Lokalizacja: Kielce
Mała aktualizacja o postępach w sprawach rowerowych:
Detektory:
Ostateczna odpowiedź Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w sprawie detektorów Sprawdziłem, opinia na którą się powołują rzeczywiście istnieje. Moim zdaniem jest nietrafna, ale jako osoba prywatna więcej nie zdziałam. Ciągle czekam na Powiatowego Inspektora - może oni coś innego wymyślą.
Oświetlenie na przejeździe pod Ogrodową:
Dostałem w tej sprawie e-mail, w którym zresztą ktoś się natrudził, żeby zrobić formatowanie przy użyciu spacji. Jest to kolejna forma, w jakiej koresponduje ze mną MZD (prawidłowy e-mail; e-mail udający pismo; e-mail ze skanem pisma; list zwykły; list polecony).
MZD nie chce mi udostępnić projektów organizacji ruchu w formie elektronicznej, próbuję dalej.
Detektory:
Ostateczna odpowiedź Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w sprawie detektorów Sprawdziłem, opinia na którą się powołują rzeczywiście istnieje. Moim zdaniem jest nietrafna, ale jako osoba prywatna więcej nie zdziałam. Ciągle czekam na Powiatowego Inspektora - może oni coś innego wymyślą.
Oświetlenie na przejeździe pod Ogrodową:
Dostałem w tej sprawie e-mail, w którym zresztą ktoś się natrudził, żeby zrobić formatowanie przy użyciu spacji. Jest to kolejna forma, w jakiej koresponduje ze mną MZD (prawidłowy e-mail; e-mail udający pismo; e-mail ze skanem pisma; list zwykły; list polecony).
Niedokończone DR przy Popiełuszki, Sandomierskiej i Grunwaldzkiej:MZD pisze: Kielce, dnia 16.08.2011 r.
L. dz. MZD/WI/RIO/7044/V/185/11
Pan
Grzegorz Borek
(...)
W odpowiedzi na Pana pismo /skargę/ z dnia 08.08.2011 r., dotyczące oświetlenia na brodzie rowerowym przez Silnicę /pod ul. Ogrodową/ w Kielcach, Miejski Zarząd Dróg w Kielcach informuje, że zlecił konserwatorowi sieci oświetlenia ulicznego dokonanie przeglądu i naprawę niesprawnego oświetlenia na brodzie rowerowym przez rzekę Silnicę /pod ul. Ogrodową/ w Kielcach.
Oświetlenie to wielokrotnie było już dewastowane przez nieznanych sprawców. Oprawy są notorycznie niszczone, a świetlówki z opraw są tłuczone lub kradzione.
Dewastację opraw wielokrotnie zgłaszaliśmy na Policję i do Straży Miejskiej, winnych niszczenia oświetlenia jak do tej pory nie wykryto.
Z poważaniem:
Z-ca Dyrektora
ds. Utrzymania
mgr inż. Zbigniew Czekaj
MZD nie chce mi udostępnić projektów organizacji ruchu w formie elektronicznej, próbuję dalej.
-
grzebo
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1434
- Rejestracja: 12 stycznia 2009, o 14:20
- Lokalizacja: Kielce
Uroczo mi odpowiedzieli: "Organizacja ruchu jest informacją jawną uwidocznioną w terenie w postaci znaków pionowych, poziomych, urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz sygnalizacji świetlnej". A jak chcę plany, to sobie mogę do nich przyjść i obejrzeć.
Zwróciłem im uwagę, że prosiłem właśnie o plany (a konkretnie "obowiązujące projekty organizacji ruchu"), i że wiem, że je mogą wysłać w wersji elektronicznej, więc nie powinni sobie żartować. Zobaczymy, czy pomoże.
Jutro pojadę zrobić fotki demolki przy Grunwaldzkiej i napiszę list do redakcji GW. Może jakąś skargę też zrobię w tej sprawie - na niegospodarność? (bo wydali kasę na DR, którą trzeba teraz zepsuć) a może do radnych lepiej napisać?.
Zwróciłem im uwagę, że prosiłem właśnie o plany (a konkretnie "obowiązujące projekty organizacji ruchu"), i że wiem, że je mogą wysłać w wersji elektronicznej, więc nie powinni sobie żartować. Zobaczymy, czy pomoże.
Jutro pojadę zrobić fotki demolki przy Grunwaldzkiej i napiszę list do redakcji GW. Może jakąś skargę też zrobię w tej sprawie - na niegospodarność? (bo wydali kasę na DR, którą trzeba teraz zepsuć) a może do radnych lepiej napisać?.
- bender
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 829
- Rejestracja: 25 lipca 2011, o 21:11
- Lokalizacja: Bo to Kielce, Kielce są bracie...
Odmówili decyzją?grzebo pisze:Uroczo mi odpowiedzieli: "Organizacja ruchu jest informacją jawną uwidocznioną w terenie w postaci znaków pionowych, poziomych, urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz sygnalizacji świetlnej". A jak chcę plany, to sobie mogę do nich przyjść i obejrzeć.
Zwróciłem im uwagę, że prosiłem właśnie o plany (a konkretnie "obowiązujące projekty organizacji ruchu"), i że wiem, że je mogą wysłać w wersji elektronicznej, więc nie powinni sobie żartować. Zobaczymy, czy pomoże.
A wiesz, że takie dokumenty istnieją? Określiłeś je w sposób wyraźny? Bo jeśli tak to WSA z przyjemnością klepnie Ci skargę. A najlepiej daj jeszcze zarobić jakiemuś adwokatowi/radcy koszt zastępstwa.
Ewentualnie daj im ostatnią szansę wzywając do usunięcia naruszenia prawa (czego de facto robić nie musisz). Może pójdą po rozum do głowy, bo póki co to są z każdym dniem zabawniejsi.
Zgonią to na wykonawcę instalacji światłowodowej i sprawa rozejdzie się po kościach.Jutro pojadę zrobić fotki demolki przy Grunwaldzkiej i napiszę list do redakcji GW. Może jakąś skargę też zrobię w tej sprawie - na niegospodarność? (bo wydali kasę na DR, którą trzeba teraz zepsuć) a może do radnych lepiej napisać?
Jak znam Wyborczą to temat poruszą za 2 miesiące kiedy będzie już nieaktualny.
A piasku na drodze rowerowej przy Grunwaldzkiej jest tyle ile było. Nie da się tamtędy jeździć.
Stowarzyszenie Blokujemy Kieleckie Inwestycje by T. Sayor
-
grzebo
- Ranga: Inspektor nadzoru ;)
- Posty: 1434
- Rejestracja: 12 stycznia 2009, o 14:20
- Lokalizacja: Kielce
Odpowiem tutaj na tych kilka spraw dotyczących informacji publicznej, które poruszałeś też w sąsiednim wątku (żeby nie zaśmiecać forum w różnych miejscach). Kilka rzeczy chciałbym sprostować, żeby ktoś się nie wkopał.
Możliwość dalszego działania, gdy MZD kręci w sprawie informacji publicznej
MZD (tak jak generalnie i inne urzędy) nigdy nie pisze, że odmawia udzielenia informacji publicznej, a tym bardziej nie uważa, że wydaje decyzję (chociaż jest to przecież rozstrzygnięcie w sprawie indywidualnej). Nie chcą się tak głupio wystawiać.
Oni po prostu petenta powiadamiają zgodnie z art. 14 ust. 2 ustawy o dost. do inf. publ. o tym, że informacja nie może być udostępniona w żądany sposób, ale zawsze przecież można się umówić telefonicznie i do nich przyjść.
W takim przypadku jest za wcześnie na skargę, trzeba po prostu odpowiadać, że się nie wyraża zgody na taką metodę i się targować. Dopiero jak się podłożą i napiszą, że w danej formie odmawiają - można skarżyć. A i to w trybie przewidzianym ustawą o dost. do inf. publ., a nie kpa
Ale moim zdaniem skuteczniejszy niż skarga jest przepis karny, którym można ich straszyć.
Natomiast wezwanie do usunięcia naruszenia prawa się tu w ogóle nie stosuje, bo to nie dotyczy decyzji, tylko uchwał.
Odpłatność
art. 7 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej:
Dostęp do informacji publicznej jest bezpłatny, z zastrzeżeniem art. 15.
art. 15 ww. ustawy
1. Jeżeli w wyniku udostępnienia informacji publicznej na wniosek, o którym mowa w art. 10 ust. 1, podmiot obowiązany do udostępnienia ma ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku, podmiot ten może pobrać od wnioskodawcy opłatę w wysokości odpowiadającej tym kosztom.
2. Podmiot, o którym mowa w ust. 1, w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, powiadomi wnioskodawcę o wysokości opłaty. Udostępnienie informacji zgodnie z wnioskiem następuje po upływie 14 dni od dnia powiadomienia wnioskodawcy, chyba że wnioskodawca dokona w tym terminie zmiany wniosku w zakresie sposobu lub formy udostępnienia informacji albo wycofa wniosek.
Zgodnie z komentarzami, w których sprawdzałem:
Natomiast sam mechanizm naliczania kosztów jest niebezpieczny - urząd pisze do obywatela, że: metodą elektroniczną się nie da, a forma pisemna kosztuje 1000 zł. I o ile obywatel w ciągu 2 tygodni nie cofnie wniosku o udostępnienie informacji także w formie pisemnej, to urząd bez dodatkowych pytań informację wysyła i dochodzi zapłaty. Więc przy złośliwych urzędnikach obywatel może przypadkowo milcząco zaakceptować wydanie 1000 zł na kserówki.
Możliwość dalszego działania, gdy MZD kręci w sprawie informacji publicznej
MZD (tak jak generalnie i inne urzędy) nigdy nie pisze, że odmawia udzielenia informacji publicznej, a tym bardziej nie uważa, że wydaje decyzję (chociaż jest to przecież rozstrzygnięcie w sprawie indywidualnej). Nie chcą się tak głupio wystawiać.
Oni po prostu petenta powiadamiają zgodnie z art. 14 ust. 2 ustawy o dost. do inf. publ. o tym, że informacja nie może być udostępniona w żądany sposób, ale zawsze przecież można się umówić telefonicznie i do nich przyjść.
W takim przypadku jest za wcześnie na skargę, trzeba po prostu odpowiadać, że się nie wyraża zgody na taką metodę i się targować. Dopiero jak się podłożą i napiszą, że w danej formie odmawiają - można skarżyć. A i to w trybie przewidzianym ustawą o dost. do inf. publ., a nie kpa
Ale moim zdaniem skuteczniejszy niż skarga jest przepis karny, którym można ich straszyć.
Natomiast wezwanie do usunięcia naruszenia prawa się tu w ogóle nie stosuje, bo to nie dotyczy decyzji, tylko uchwał.
Odpłatność
art. 7 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej:
Dostęp do informacji publicznej jest bezpłatny, z zastrzeżeniem art. 15.
art. 15 ww. ustawy
1. Jeżeli w wyniku udostępnienia informacji publicznej na wniosek, o którym mowa w art. 10 ust. 1, podmiot obowiązany do udostępnienia ma ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku, podmiot ten może pobrać od wnioskodawcy opłatę w wysokości odpowiadającej tym kosztom.
2. Podmiot, o którym mowa w ust. 1, w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, powiadomi wnioskodawcę o wysokości opłaty. Udostępnienie informacji zgodnie z wnioskiem następuje po upływie 14 dni od dnia powiadomienia wnioskodawcy, chyba że wnioskodawca dokona w tym terminie zmiany wniosku w zakresie sposobu lub formy udostępnienia informacji albo wycofa wniosek.
Zgodnie z komentarzami, w których sprawdzałem:
Co oznacza, że o ile nie mają takich dokumentów i tak już gdzieś skserowanych, to mogą sobie liczyć i za ksero i robociznę (bo kserowanie czegoś dla obywatela nie leży w ich zwykłym zakresie obowiązków).Koszty dodatkowe, o których mowa w art. 15 ust. 1 ustawy, muszą być związane z koniecznością przetworzenia lub przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku. Użyte w tym przepisie sformułowanie „dodatkowe koszty” wskazuje, że nie chodzi o wszelkie koszty związane z żądaniem udostępnienia informacji publicznej. Kosztem dodatkowym będzie w tej sytuacji wydatek rzeczywiście poniesiony ponad koszt funkcjonowania bazy, związany z realizacją wskazanego we wniosku sposobu udostępniania lub koniecznością przekształcenia informacji.
Mogą to być koszty osobowe (koszty pracy) lub koszty rzeczowe (wartość materiałów lub też nośników informacji). Zawsze jednak musi być to koszt wykraczający poza normalne koszty funkcjonowania podmiotu zobowiązanego. Koszty pracy mogą być brane pod uwagę wyłącznie wtedy, gdy przygotowanie informacji wymaga pracy dodatkowej, poza godzinami pracy, a koszty materiałowe muszą być dokładnie określone w indywidualnej sprawie.
Obciążenie opłatą ma charakter uznaniowy, co nakłada na adresata wniosku o udostępnienie informacji obowiązek starannego rozważenia, czy w konkretnym wypadku opłatę tę wymierzyć, a ponadto wykazania, że w wyniku udostępnienia informacji publicznej, w sposób zgodny z wnioskiem, poniesione zostały dodatkowe koszty.
Natomiast sam mechanizm naliczania kosztów jest niebezpieczny - urząd pisze do obywatela, że: metodą elektroniczną się nie da, a forma pisemna kosztuje 1000 zł. I o ile obywatel w ciągu 2 tygodni nie cofnie wniosku o udostępnienie informacji także w formie pisemnej, to urząd bez dodatkowych pytań informację wysyła i dochodzi zapłaty. Więc przy złośliwych urzędnikach obywatel może przypadkowo milcząco zaakceptować wydanie 1000 zł na kserówki.
- bender
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 829
- Rejestracja: 25 lipca 2011, o 21:11
- Lokalizacja: Bo to Kielce, Kielce są bracie...
Chyba robi nam się małe OT, ale nie mogłem powstrzymać się od odpowiedzi
.
Odnośnie działań MZD: zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy „udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje w sposób i w formie zgodnymi z wnioskiem, chyba że środki techniczne, którymi dysponuje podmiot obowiązany do udostępnienia, nie umożliwiają udostępnienia informacji w sposób i w formie określonych we wniosku.”. Ciężko doszukać się zastosowania ust. 2 w sytuacji, kiedy żądasz udostępnienia informacji publicznej poprzez jej przesłanie w formie pisemnej albo elektronicznej. Bo nie budzi chyba wątpliwości fakt, iż możliwe jest wykonanie kserokopii i jej wysyłka albo skopiowanie dokumentu z komputera czy ostatecznie jego zeskanowanie. Ergo – organ bezpodstawnie odmawia dostępu (szkodzi sobie nie robiąc tego w formie decyzji) a tym samym pozostaje w bezczynności (patrz. np. wyrok sygn. II SAB/Ke 23/08). A więc IMO na skargę nie jest za wcześnie.
Wezwania do naruszenia prawa nie zamierzałem traktować jako czynność konieczną, a jedynie jeszcze jedną szansę na opamiętanie się
.
Odnośnie odpłatności. Nie wiem kto jest autorem komentarza, na który się powołujesz, ale ja opierałbym się na orzecznictwie a to nie pozostawia wątpliwości co do faktu, że kosztami pracy pracownika, związanymi z przygotowaniem informacji, nie może być obciążony podmiot żądający udostępnienia informacji publicznej. Patrz choćby wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie z dnia 24 stycznia 2008 r. II SA/Sz 1006/07 czy Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 8 lipca 2010 r. II SAB/Wa 113/10. W zaskarżonych postępowaniach były podejmowane przeróżne próby wyliczenia kosztów dodatkowych np. wyliczenie roboczominut za pracę przy kserokopiarce czy komputerze celem przetworzenia informacji. I wszystkie rozbijał sąd.
Praca pracownika związana z przygotowaniem informacji stanowi podstawowy wyraz funkcjonowania organu, który ponosi koszty, wykonując swoje ustawowe zadania.
To o czym wspomniałem wczoraj, czyli przypadki potraktowania kosztów wykonania kserokopii (np. papier, koszt użytkowania urządzenia) też nie zawsze mogą być uznane za dodatkowy koszt. Przecież wykonywanie kopii celem przesłania np. petentom to czynność wiążąca się z normalnym funkcjonowaniem urzędu. Jeśli do udostępnienia trzeba będzie przygotować np. 10 kartonów dokumentów, to można już dyskutować. Ale idąc Twoim tokiem rozumowania, mogą obciążyć Cię nawet kosztem korespondencji czy papieru, na którym odpowiedzi Ci udzielają
.
Czy sam mechanizm naliczania kosztów jest niebezpieczny? Nie sądzę.
Ustawa nie przewiduje żadnej procesowej formy powiadomienia, nie określa jego wymogów, ani trybu zaskarżenia. Użyte sformułowanie "powiadomienie" jednoznacznie wskazuje na informacyjny charakter tej czynności. Powiadomienie to jest swoistą czynnością podmiotu zobowiązanego, podejmowaną w toku załatwiania sprawy o udostępnienie informacji publicznej, niestanowiącą jednak samoistnego źródła obowiązku czy uprawnienia strony. Nie może stanowić więc podstawy do wszczęcia postępowania egzekucyjnego i przymusowego ściągnięcia opłaty. Nie ma mowy o „milczącej akceptacji”.
Ustalenie opłaty, z jego konsekwencjami dla wnioskodawcy, może nastąpić jedynie w trybie art. 264 kpa. A i to jest dyskusyjne, z uwagi na fakt, iż do postępowania w sprawie udostępnienia informacji publicznej kpa nie może być stosowane (poza wyjątkiem z art. 16 ust. 1 ustawy).
W innym wypadku byłbyś pozbawiony choćby możliwości odwołania się od tak naliczonej kwoty a to daje pole do nadużyć. Każdy wniosek o udostępnienie informacji publicznej kończyłby się ustaleniem kosztów dodatkowych na poziomie kilku tysięcy złotych.
Inna sprawa, że nie wiem jakich dokumentów zażądałeś, ale jeśli nie były to dziesiątki tysięcy stron to kwota rzędu 6 tysięcy złotych jest z kosmosu, a już z pewnością nie może być potraktowana jako koszt rzeczywisty, realny i adekwatny do poniesionego przez MZD. A tylko takim można obciążyć wnioskodawcę.
Wreszcie do powyższego przychyla się choćby nasz Urząd Miasta, który po krótkiej ale rzeczowej polemice wycofał się z obciążenia wnioskodawcy kosztem sporządzenia całkiem pokaźnej ilości kopii i grzecznie je przesłał
.
Uff. Trochę tego wyszło
.
Odnośnie działań MZD: zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy „udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje w sposób i w formie zgodnymi z wnioskiem, chyba że środki techniczne, którymi dysponuje podmiot obowiązany do udostępnienia, nie umożliwiają udostępnienia informacji w sposób i w formie określonych we wniosku.”. Ciężko doszukać się zastosowania ust. 2 w sytuacji, kiedy żądasz udostępnienia informacji publicznej poprzez jej przesłanie w formie pisemnej albo elektronicznej. Bo nie budzi chyba wątpliwości fakt, iż możliwe jest wykonanie kserokopii i jej wysyłka albo skopiowanie dokumentu z komputera czy ostatecznie jego zeskanowanie. Ergo – organ bezpodstawnie odmawia dostępu (szkodzi sobie nie robiąc tego w formie decyzji) a tym samym pozostaje w bezczynności (patrz. np. wyrok sygn. II SAB/Ke 23/08). A więc IMO na skargę nie jest za wcześnie.
Wezwania do naruszenia prawa nie zamierzałem traktować jako czynność konieczną, a jedynie jeszcze jedną szansę na opamiętanie się
Odnośnie odpłatności. Nie wiem kto jest autorem komentarza, na który się powołujesz, ale ja opierałbym się na orzecznictwie a to nie pozostawia wątpliwości co do faktu, że kosztami pracy pracownika, związanymi z przygotowaniem informacji, nie może być obciążony podmiot żądający udostępnienia informacji publicznej. Patrz choćby wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie z dnia 24 stycznia 2008 r. II SA/Sz 1006/07 czy Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 8 lipca 2010 r. II SAB/Wa 113/10. W zaskarżonych postępowaniach były podejmowane przeróżne próby wyliczenia kosztów dodatkowych np. wyliczenie roboczominut za pracę przy kserokopiarce czy komputerze celem przetworzenia informacji. I wszystkie rozbijał sąd.
Praca pracownika związana z przygotowaniem informacji stanowi podstawowy wyraz funkcjonowania organu, który ponosi koszty, wykonując swoje ustawowe zadania.
To o czym wspomniałem wczoraj, czyli przypadki potraktowania kosztów wykonania kserokopii (np. papier, koszt użytkowania urządzenia) też nie zawsze mogą być uznane za dodatkowy koszt. Przecież wykonywanie kopii celem przesłania np. petentom to czynność wiążąca się z normalnym funkcjonowaniem urzędu. Jeśli do udostępnienia trzeba będzie przygotować np. 10 kartonów dokumentów, to można już dyskutować. Ale idąc Twoim tokiem rozumowania, mogą obciążyć Cię nawet kosztem korespondencji czy papieru, na którym odpowiedzi Ci udzielają
Czy sam mechanizm naliczania kosztów jest niebezpieczny? Nie sądzę.
Ustawa nie przewiduje żadnej procesowej formy powiadomienia, nie określa jego wymogów, ani trybu zaskarżenia. Użyte sformułowanie "powiadomienie" jednoznacznie wskazuje na informacyjny charakter tej czynności. Powiadomienie to jest swoistą czynnością podmiotu zobowiązanego, podejmowaną w toku załatwiania sprawy o udostępnienie informacji publicznej, niestanowiącą jednak samoistnego źródła obowiązku czy uprawnienia strony. Nie może stanowić więc podstawy do wszczęcia postępowania egzekucyjnego i przymusowego ściągnięcia opłaty. Nie ma mowy o „milczącej akceptacji”.
Ustalenie opłaty, z jego konsekwencjami dla wnioskodawcy, może nastąpić jedynie w trybie art. 264 kpa. A i to jest dyskusyjne, z uwagi na fakt, iż do postępowania w sprawie udostępnienia informacji publicznej kpa nie może być stosowane (poza wyjątkiem z art. 16 ust. 1 ustawy).
W innym wypadku byłbyś pozbawiony choćby możliwości odwołania się od tak naliczonej kwoty a to daje pole do nadużyć. Każdy wniosek o udostępnienie informacji publicznej kończyłby się ustaleniem kosztów dodatkowych na poziomie kilku tysięcy złotych.
Inna sprawa, że nie wiem jakich dokumentów zażądałeś, ale jeśli nie były to dziesiątki tysięcy stron to kwota rzędu 6 tysięcy złotych jest z kosmosu, a już z pewnością nie może być potraktowana jako koszt rzeczywisty, realny i adekwatny do poniesionego przez MZD. A tylko takim można obciążyć wnioskodawcę.
Wreszcie do powyższego przychyla się choćby nasz Urząd Miasta, który po krótkiej ale rzeczowej polemice wycofał się z obciążenia wnioskodawcy kosztem sporządzenia całkiem pokaźnej ilości kopii i grzecznie je przesłał
Uff. Trochę tego wyszło
Stowarzyszenie Blokujemy Kieleckie Inwestycje by T. Sayor
- bender
- Ranga: Kierownik budowy ;)
- Posty: 829
- Rejestracja: 25 lipca 2011, o 21:11
- Lokalizacja: Bo to Kielce, Kielce są bracie...
Kilka dni temu uzupełniono oznakowanie poziome na ul. Barabasza i naszła mnie następująca rowerowa refleksja...
Po cholerę zrobiono tam miejsca parkingowe?! Dla działkowców? Ci mają od groma miejsca na ul. Kwasa, Mahometańskiej czy na parkingu przy Domu Działkowca.
Dla kibiców? Przecież Barabasza podczas meczów jest zamknięta.
Ulica po remoncie jest na tyle szeroka, że spokojnie można było wydzielić tam drogę rowerową.

Po cholerę zrobiono tam miejsca parkingowe?! Dla działkowców? Ci mają od groma miejsca na ul. Kwasa, Mahometańskiej czy na parkingu przy Domu Działkowca.
Dla kibiców? Przecież Barabasza podczas meczów jest zamknięta.
Ulica po remoncie jest na tyle szeroka, że spokojnie można było wydzielić tam drogę rowerową.

Stowarzyszenie Blokujemy Kieleckie Inwestycje by T. Sayor
