Reklamy w Centrum. Zakazy nie Załatwią sprawy?
Joanna Gergont
2009-08-27, ostatnia aktualizacja 2009-08-27 08:31
Dlatego kieleccy urzędnicy gotowi są współpracować z właścicielami śródmiejskich kamienic, by po remoncie rynku i sąsiadujących z nim uliczek nie wyglądały one jak tandetne budy na bazarach
Przebudowa kieleckiego rynku rozpocznie się w październiku. Ale sama wymiana nawierzchni nie wystarczy, by zmienić wizerunek serca miasta. Wpływ na wygląd tego miejsca ma zagospodarowanie całego otoczenia. To, jak będą urządzone letnie ogródki, jakie szyldy i reklamy zawisną na kamienicach, jaką kolorystykę będą miały budynki. Dlatego miasto przygotowuje się do opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, którego załącznikiem ma być dokument ustanawiający tzw. park kulturowy. Pisaliśmy o tym wczoraj w artykule "Upstrzone śródmieście".
To w tym planie zapisane mają być wytyczne, które pozwolą na zaprowadzenie ładu w śródmiejskiej przestrzeni. - Ale mamy świadomość, że bez dobrej woli właścicieli kamienic żadne administracyjne przepisy nie wymuszą estetyki i elegancji reklam - twierdzi Artur Hajdorowicz, dyrektor Biura Planowania Przestrzennego. Podkreśla, że ich marna jakość to m.in. konsekwencja braku podstaw wychowania plastycznego w szkołach. - Nie przywiązuje się do niego wagi, a to przecież kształtuje późniejsze gusty - mówi.
Problem brzydkich reklam w centrum nie jest charakterystyczny tylko dla Kielc. Większość miast w różny sposób próbuje się z tym uporać. - Jednym z takich miast był Sanok. Robiłem tam opracowanie, jak wyglądać ma centrum. Polegało to na naniesieniu rysunku każdej kamienicy, jej opisaniu i określeniu, jak powinny być na niej umieszczane reklamy. Na wysięgnikach czy nie, jaka ma być ich wielkość, ale oczywiście bez ingerowania w treść - tłumaczy Hajdorowicz.
W Sanoku sytuacja była o tyle łatwiejsza, że większość kamienic w centrum jest własnością miasta. Dzierżawcy lokali muszą się więc stosować do zapisów opracowania. - Ale z właścicielami prywatnymi różnie bywa. Nie wszyscy chcą się dostosować, bo uważają, że ich własność jest ich świętością - mówi Stanisław Czernek, zastępca burmistrza Sanoka. Przyznaje jednak, że powoli z budynków znikają najbardziej szpecące reklamy. - Najlepiej działa przyjęty obyczaj, społeczne oczekiwanie. Gusty, mając dobre wzorce, poprawiają się i miasto się zmienia - podkreśla wiceburmistrz. Sprzyja temu także to, że przy wydawaniu każdej decyzji dotyczącej adaptacji czy remontu urząd dołącza wyciąg z opracowania, na którym znajduje się konkretna kamienica i jej opis.
Kieleccy architekci gotowi są przygotować podobny dokument dla mieszkańców Śródmieścia. Opracowanie objęłoby rynek, ulice Małą, Dużą, Bodzentyńską, Kozią, czyli ścisłe centrum. - Jest trochę tych kamienic, roboty byłoby sporo, ale na pewno warto nad czymś takim popracować. Szczególnie jeśli taki dokument byłby podpowiedzią dla właścicieli kamienic i chcieliby z niego korzystać przy umieszczaniu reklam - twierdzi dyrektor Hajdorowicz.
Reklamy, ale jakie
Czy Państwa zdaniem urząd miasta powinien mieć wpływ na to, jak wyglądają reklamy w centrum? Czy te, które są teraz na kamienicach, szpecą, czy Państwu nie przeszkadzają? Które są atrakcyjne i przyjazne, a które drażnią? Prosimy o opinie i informacje dobrych i złych przykładów umieszczania reklam na budynkach w śródmieściu. Czekamy pod numerem tel. 041 24 98 205; e-mail:
redakcja@kielce.agora.pl.
joanna.gergont@kielce.agora.pl
źródło:
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... rawy_.html
Prof. Adamczyk: Urzędnicy czasami wolą mieć święty spokój
Rozmawiała Joanna Gergont
2009-08-28, ostatnia aktualizacja 2009-08-27 19:55
Znikną skwery, ulica, ich miejsce zajmie plac - tak będzie wyglądał kielecki Rynek po rozpoczynającej się za miesiąc przebudowie. Potem remontu doczekają się okoliczne ulice: Mała, Duża, Leśna i plac NMP.
Wizerunek centrum ma się zmienić. Jest jednak pewne "ale". Miasto nie ma wpływu na reklamy szpecące kamienice, nie decyduje o ich kolorystyce. Tu rządzą właściciele budynków. Dlatego urzędnicy chcą opracować dla śródmieścia plan zagospodarowania przestrzennego i załączyć do niego dokument ustanawiający je parkiem kulturowym.
Rozmowa z prof. Janem Leszkiem Adamczykiem*
Joanna Gergont: Czy utworzenie strefy parku kulturowego to dobry pomysł na uporządkowanie śródmieścia?
Jan Leszek Adamczyk: I tak, i nie. Jestem przeciwnikiem mnożenia przepisów i z tej pozycji tworzenie jakiejś kolejnej strefy jest dla mnie bez sensu. Bo przecież śródmieście znajduje się w strefie ochrony konserwatorskiej. Przepisy prawa z tym związane dają urzędowi możliwość wpływania nawet na takie szczegóły jak to, na jaki kolor można pomalować kamienicę.
Ale miejscy urzędnicy twierdzą coś zupełnie innego. Jeżeli konkretny obiekt nie jest wpisany do rejestru zabytków, nie mogą właścicielowi narzucić jego kolorystyki.
- To zwykłe uniki. Po prostu urzędnicy nie chcą się zmagać ze sprzeciwem właścicieli, wolą mieć święty spokój. Znam przepisy ustawy o ochronie dziedzictwa kulturowego, jestem autorem wyznaczania stref ochrony konserwatorskiej historycznego centrum Kielc, zatwierdzonych przez ministerstwo i zapewniam, że dają one możliwość narzucenia kolorystyki kamienic w Rynku. Gdyby urząd z tego korzystał, nie mielibyśmy takich kwiatków, jak swego czasu budynek pomalowany na wściekły fiolet.
Te przepisy pozwalają też na ingerowanie, jakie reklamy znajdą się na budynkach? Bo to one głównie szpecą malownicze uliczki, np. Małą, Dużą?
- I tu właśnie sytuacja jest trudniejsza. Obecne przepisy nie dają takich możliwości, a utworzenie parku kulturowego pozwoliłoby urzędowi na decydowanie o charakterze reklam. Ale najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze konsekwencja w egzekwowaniu już istniejącego prawa, tak jak to jest na zachodzie Europy. Byłem świadkiem, jak w jednym z fińskich miast z zachowanym zabytkowym drewnianym centrum właściciel domu wyasfaltował kawałek ulicy, która musiała być żwirowana. W ciągu kilku dni podjechała ekipa, zerwała asfalt, na nowo wysypała ulicę żwirem. A właściciel zapłacił grzywnę i poniósł koszty robót. Takie, że na całe życie odechciało mu się pewnie łamać przepisy. Gdyby w Polsce było podobnie, szacunek dla prawa, tradycji, obyczaju byłby znacznie większy.
Co jeszcze jest potrzebne?
- Czas i zmiany. Czas na zmianę mentalności, na to, by przestać zachwycać się krasnalami i stawiać domy gargamele, jakich pełno przy wyjeździe z miasta. A zmiany otoczenia po to, by mieszkańcy czuli potrzebę zadbania o nie, o jego estetykę. Kiedy będą mieli dobre wzorce, ich gust będzie się poprawiał. To powoli już widać na przykładzie wyremontowanej ulicy Sienkiewicza. Właściciele kolejnych kamienic remontują je, na parterach powstają dobre sklepy, restauracje. Podobnie będzie z czasem - przynajmniej mam taką nadzieję - na Rynku i wokół niego. Może wtedy stanie się on, tak jak we Wrocławiu, miejscem spotkań studentów, których mamy tu bardzo wielu, a nie mają oni jakiegoś miejsca, gdzie mogliby bywać, spotykać się.
* Jan Leszek Adamczyk jest profesorem Politechniki Świętokrzyskiej, historykiem sztuki, autorem wielu publikacji dotyczących m.in. zabytkowej architektury Kielc i architektury obronnej na Ukrainie
Reklamy, ale jakie
Czy Państwa zdaniem urząd miasta powinien mieć wpływ na to, jak wyglądają reklamy w centrum? Czy te, które są teraz na kamienicach, szpecą, czy Państwu nie przeszkadzają? Które są atrakcyjne i przyjazne, a które drażnią? Prosimy o opinie i informacje dobrych i złych przykładów umieszczania reklam na budynkach w śródmieściu. Czekamy pod numerem tel. 041 24 98 205; e-mail:
redakcja@kielce.agora.pl.
Źródło:
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... wiety.html