
Mimo protestów przedsiębiorców miasto chce sprzedać działkę przy ul. Warszawskiej, której nie udało się wydzierżawić mimo dziewięciu ofert. - To są kpiny, będziemy żądali powtórzenia przetargu - mówi jeden z protestujących.
Chodzi o działkę o powierzchni 1870 m kw. przy ul. Warszawskiej naprzeciwko stacji benzynowej Poltank. - Jest już złożony wniosek o założenie nowej księgi wieczystej i ujawnienie gminy jako właściciela, bo była ona wpisana jako własność skarbu państwa. To zajmie do trzech miesięcy, a następnie planujemy przedstawić projekt uchwały do rady miejskiej w sprawie sprzedaży tej działki - mówi Jerzy Mielnik, wicedyrektor wydziału gospodarki nieruchomościami Urzędu Miasta.
Ratusz dąży do sprzedaży działki, mimo protestów przedsiębiorców. Sprawę opisaliśmy w listopadzie 2009 r. Miasto zorganizowało przedziwny przetarg na wydzierżawienie tej nieruchomości, w specyfikacji wpisując, że dzierżawca musi tam uruchomić myjnię samochodową. Nie mogła to być jakaś tam byle jaka myjnia. Urzędnicy zastrzegli, że oferenci muszą przedstawić "szczegółowy plan zagospodarowania terenu". Na przetarg wpłynęło aż 9 ofert, niektórzy dołączyli nawet wizje architektoniczne i dokumentacje producentów wyposażenia takich myjni. Jednak urząd przetarg unieważnił, informując, że warunków nie spełnia najwyższa oferta.
Skargi złożyli dwaj oferenci - ten, który zaproponował najwyższą cenę i drugi, który najbardziej przyłożył się do kwestii estetyczno-architektonicznych myjni. Obie urząd odrzucił. - Nie uznaliśmy zarzutów skarżących - kwituje Mielnik.
Jeden z przedsiębiorców, który prosi o anonimowość, dalej się nie poddaje. Zamówił opinię prawną w kancelarii adwokackiej Marty Treli i w ubiegłym tygodniu przekazał ją na ręce przewodniczącego Rady Miejskiej. - Chcę, żeby zajęła się tym komisja rewizyjna. Radni powinni podjąć kolejną uchwałę o powtórzeniu przetargu na dzierżawę - mówi przedsiębiorca.
"Organizator przetargu nie doprecyzował kryterium oceny ofert, naruszając wspomnianą zasadę [jawności - red.]. Ponadto wskazane przez komisję przetargową argumenty przesądzające o negatywnym wyniku przetargu są nie tylko nieprzekonywujące, ale przede wszystkim niekonkretne, pozbawione obiektywizmu i nacechowane uznaniowością, podważając tym samym zaufanie uczestników do organizatora przetargu", czytamy w opinii Marty Treli. Cytuje ona przepisy, zgodnie z którymi przetarg powinien być rozstrzygnięty jeżeli choćby jedna oferta spełniała warunki określone w specyfikacji.
- Jeśli rada miejska nie uzna tych argumentów, nie wykluczam, że skierujemy sprawę do sądu administracyjnego. Nie mogę zgodzić się z taką samowolą urzędników, z marnowaniem czasu i pieniędzy ludzi prowadzących działalność gospodarczą, z których podatków ci urzędnicy się utrzymują - dodaje przedsiębiorca.
W listopadzie ub.r., po naszym artykule prezydent Wojciech Lubawski przyznał, że zorganizowanie przetargu w takim kształcie było "błędem".
