Hala piękna, ale bez parkingu i dodatkowej trybuny
Ziemowit Nowak 09-08-2006, ostatnia aktualizacja 09-08-2006 21:00
- Tak pięknej hali jeszcze nigdzie nie widziałem - zachwycał się wczoraj na konferencji w ratuszu prezydent Wojciech Lubawski. Hala przy ul. Bocznej owszem, będzie bardzo piękna, ale niedokończona. Na dodatek szpeci ją paskudne otoczenie.
Uroczyste otwarcie hali sportowej przy ul. Bocznej zaplanowano na 25 sierpnia. Odbędzie się wtedy Międzynarodowy Turniej Piłki Ręcznej "Kielce Cup". 11 września - z okazji rocznicy zamachów na WTC w 2001 roku i odsłonięcia w Kielcach pomnika - w hali zaplanowano uroczysty koncert z premierą oratorium "Psałterz wrześniowy". Podczas imprez sportowych hala pomieści 3,5 tysiąca widzów, podczas koncertów - 2,5 tysiąca, w tym wielu VIP-ów z kraju i zagranicy.
Sama hala rzeczywiście może być wizytówką miasta, ale jej otoczenie już nie. W stosunku do pierwotnych planów o połowę - do 100 - zmniejszono liczbę miejsc parkingowych. Już pierwotna liczba była niska, ale ta jest wręcz mikroskopijna. Przyznają to zarówno dyrektor zarządzającego halą Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Wojciech Dębski, jak i prezydent Wojciech Lubawski. - VIP-y zaparkują pod halą. A dla pozostałych gości i widzów przewidujemy parkingi na terenie bazy MPK i stadionu - mówi Lubawski.
Goście nie dość, że będą musieli przejść 200 metrów, to szutrowa droga, z dołami i bez chodnika prowadząca z bazy MPK do hali wygląda żałośnie. Można też dojść ulicą Pakosz, ale to o połowę dalej.
- Fakt, że problemy z parkingiem będą. Sytuacja poprawi się po zbudowaniu centrum sportowego z pływalnią. Trzeba cierpliwości. Gdy będą środki, może zaczniemy od parkingu - mówi prezydent.
Hala mogłaby pomieścić jeszcze więcej widzów, ale zabraknie w niej wysuwanej trybuny na 400 miejsc za jedną z bramek. Była w planach, ale zabrakło środków. - Taka trybuna byłaby wykorzystywana tylko podczas koncertów, a hala ma służyć przede wszystkim imprezom sportowym. Na wysuwaną trybunę nas teraz nie stać - przyznaje Lubawski. Problemem są nie tylko pieniądze. - Gdybyśmy chcieli zbudować trybunę, weszlibyśmy w 52-dniowy tryb przetargowy i nie otwarlibyśmy hali na czas - mówi dyrektor Dębski.
Czy oznacza to, że jak za dawnych czasów MOSiR oddaje niedokończoną inwestycję, byle tylko zmieścić się w zaplanowanym terminie?
- Nie, zaprzeczam. Po prostu nie warto czekać z otwarciem hali na dodatkową trybunę - mówi Dębski.
Jeden z naszych rozmówców, specjalista od piłki ręcznej, zwraca również uwagę, że inwestor zaoszczędził na malowaniu parkietu. - W Kielcach pole bramkowe będzie oddzielone tylko białą linią, a na większości porządnych nawierzchni do piłki ręcznej jest ono zamalowane innym kolorem - mówi.
Nie zgadza się z takim poglądem dyrektor Dębski. - Nie słyszałem, żeby takie malowanie było potrzebne - mówi.
Czy pomalowane pole bramkowe to drobiazg? - Dla mnie może tak, ale jeśli chodzi o kibiców, to na pewno pomaga im obserwować grę - mówi Tomasz Olesiński, sędzia piłki ręcznej. - Ja i tak zawsze muszę być skoncentrowany, skupiony, uważnie patrzeć na piłkę. No chyba, że w hali jest oślepiające słońce, to zamalowane pole bramkowe jest lepsze - dodaje.
Na pierwsze recenzje hali trzeba poczekać jeszcze dwa tygodnie. Dyrektor Dębski, pytany, jaką dałby ocenę całej inwestycji, przyznaje, że jest duży kontrast między halą a jej otoczeniem. - Hali daję szóstkę, ale temu co jest wokół - tylko czwórkę - mówi.
http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,3539994.html